| Kilka informacji na temat płyty Bakshishu |
| dodano: 2009-09-14 17:55:45, ostatnia aktualizacja: 2009-09-15 10:28:37 |
W związku z wieloma prośbami mailowymi przedstawiamy okładkę i ostateczną (płyty zostały już nawet wyprodukowane!) tracklistę naszej płyty:
CD1 (live): Zjednoczenie Misterium Ocalenia Wielcy Panowie (Róbrege 1983) Na Całej Ziemii It Is My Culture
|
| [bezpośredni link] |
| Pierwsza niewydana płyta z naszej serii: BAKSHISH |
| dodano: 2009-08-04 13:18:18, ostatnia aktualizacja: 2009-09-09 19:46:02 |
Musimy z przykrością stwierdzić, że właśnie nie ukaże się pierwsza z zapowiadanych przez nas płyt zespołów związanych z festiwalem w Jarocinie. Po długich i żmudnych przygotowaniach na ostatnim zakręcie wywróciliśmy się niestety. Nieporozumienie z zespołem sprawiło iż wydanie tego materiału jest niewykonalne dla nas. Przepraszamy wszystkich, którzy na ten materiał czekali. Mam nadzieję, że nie będzie nam już dane zawieść Waszych nadziei. Wierzymy, że może zespół wyda ten świetny według nas materiał w innej firmie płytowej. Aby chociaż drobna część naszej pracy nie poszła na marne przedstawiamy krótki (i wydaje nam się interesujący) rys historyczny, który wzorem poprzednich wydawnictw miał być wprowadzeniem do historii zespołu:
Polska i reggae. Dla przeciętnego mieszkańca Londynu, Kingston czy San Francisco to dwa słowa, które wydają się być równie odległe od siebie jak bigos i tiramisu. Sam doświadczyłem tego najdobitniej w 1994 roku, gdy poznałem Zacharego Meno, bardzo otwartego na świat białego studenta ze Stanów Zjednoczonych. Mając do wyboru semestr na studiach w Paryżu, Londynie i Rio de Janeiro wybrał ... Sosnowiec. Mimo swej ciekawości świata zaszokował się trójstopniowo: pierwszy raz gdy powiedziałem, że znam reggae, drugi raz gdy zakomunikowałem iż mam wszystkie płyty Boba Marleya, a trzeci gdy dowiedział się o polskim zespole reggae – BAKSZYSZu, któremu wtedy menadżerowałem... Jeździł z nami na wszystkie koncerty przez pół roku zachwycając się poziomem zespołu. Do dzisiaj komplementuje Jarexa jako wielkiego proroka, który żyjąc w USA byłby wedle jego słów „obrzydliwie bogatą i popularną gwiazdą”. Jak to się stało, że pokochaliśmy reggae tak bardzo, że gramy tę muzykę od ponad 25 lat, mamy własne pisma, wytwórnie, portale internetowe i duże festiwale gromadzące tysiące fanów i najważniejsze gwiazdy tej muzyki z całego świata? Nie chciałbym we wstępie do opowieści zespołu BAKSZYSZ o pierwszych 10 latach swej aktywności przyłączać się do dyskusji o tym, jak to możliwe, że w zimnej Polsce tak mocno przyjęły się jamajskie rytmy. Może nawet nie tyle jamajskie co londyńskie. Albowiem to stolica Wielkiej Brytanii, ziemia obiecana dla wielu Jamajczyków jest dla nas Polaków głównym źródłem muzycznych nowości. I niezmiennie trudno wytłumaczyć młodym ludziom, dla których doświadczenie życia w socjalistycznym kraju jest abstrakcją o poziomie niewyobrażalnym, jak to możliwe, że przy zamkniętych granicach byliśmy w tym kraju na bieżąco z nowościami muzycznymi. Stąd ALIBABKI (z towarzyszeniem zespołu TAJFUNY) nagrywają już w styczniu 1965 roku siedmiocalową płytę z utworami w rytmach ska. Nie ma tu mowy o jakiejś głębszej fascynacji tą muzyką, to po prostu próba sprawdzenia się w tym, co grane było na listach przebojów Radia Luxembourg tak chętnie w Polsce nasłuchiwanego. Późniejsza eksplozja popularności Boba Marleya, który zdecydowanie wyniósł muzykę reggae do roli jednego z wiodących nurtów w muzyce popularnej lat 80-tych zaowocowała fascynacją zjawiskiem, kulturą i filozofią rasta. Ale zanim to nastąpiło reggae wciąż pozostawało ciekawą odmianą muzyki. I tak należy odczytywać prezentację pojedynczych piosenek w tym stylu w polskich dyskotekach, taką, jaką zobaczyć można w polskim filmie dokumentalnym z połowy lat 70-tych o warszawskiej dyskotece w klubie Hybrydy. Dlatego też piosenki „zarażone” reggae starali się tworzyć CHOCHOŁY, 2+1, VOX czy nawet KOMBI. A HOMO HOMINI nie oparli się pokusie i przerobili „Stir It Up” Boba Marleya wykorzystując niezmienioną linię gitary basowej w swoim utworze „W tym domu straszy”. Całkiem niedawno wydana została 3 płytowa kompilacja tropiąca ślady muzyki reggae w polskiej muzyce popularnej, na której można posłuchać tych wszystkich wykonawców.
Usiłowałem się dowiedzieć kto przywiózł do Polski pierwszą płytę reggae. Kilka osób wskazało na Kamila Sipowicza. Usłyszałem reggae w 1975 roku, podróżowałem wtedy po Niemczech Zachodnich i Holandii i tam trafiłem na koncerty, a nawet na festiwal w Monachium, gdzie nie dość, że Bob Marley grał, to nawet gdzieś tam przechodząc dosłownie otarł się o mnie. Zamówiłem od siostry Bogdana Bytomskiego, mieszkającej w Berlinie Zachodnim kilka płyt. Tam były longplaye Boba Marleya, jakiś Bunny Wailer i na pewno Burning Spear. Pamiętam, że niektórzy przyjaciele przy pierwszych przesłuchaniach mówili, że to zbyt prymitywna muzyka. Kamil jest również autorem pierwszego w Polsce artykułu dotyczącego reggae, który ukazał się w magazynie Jazz w podwójnym, lipcowo-sierpniowym numerze z 1976 roku i nazywał się „Bob Marley – mistrz jamajskiej reggae i medytacji Rastafari”. Artykuł zaczyna się od cytatów znanych muzyków i krytyków muzycznych z Anglii i USA komplementujących muzykę Marleya. Autor artykułu zauważa, że „nie jest to wydarzenie tylko muzyczne, wchodzi w nie bowiem cały kontekst społeczny”. W grudniowym numerze tego samego czasopisma Kamil Sipowicz wskazuje na to, że „Największym wydarzeniem roku 1976 był szturm muzyki reggae”. Zadaje przy tym dwa ważne pytania: „Czy reggae jest rewolucją muzyczną na miarę bluesa? Wielu twierdzi, że żaden biały nigdy jej nie zagra dobrze”. O ile w pierwszym przypadku z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że blues znaczył dla rozwoju muzyki o wiele więcej niż reggae, o tyle mam nadzieję, że wydawnictwo, które trzymacie w rękach udowadnia, że w reggae nie ma podziałów na białych i czarnych. Pierwszą płytą puszczoną w Polskim Radio była koncertówka Boba Marleya – zarzeka się Sławek Gołaszewski, nazywany często ojcem polskiego reggae – To było w audycji Andrzeja Jakubowicza zatytułowanej „Folk – muzyka włóczęgów i poetów”. I żeby było śmieszniej: w związku z wadą wymowy Andrzeja na antenie jego teksty czytała jakaś pani, która powiedziała, że to był BB Marley, co powtórzył później Tomek Lipiński zachwycony dźwiękami płynącymi z radia i zamawiąjacy ją momentalnie w Londynie u swej siostry. To była fascynacja nie tylko strukturą muzyczną reggae, ale i otoczką, filozofią rasta czy nawet religią rastafariańską. Kamil Sipowicz mówi: Będąc wtedy mocno związanym z ruchem hippisowskim widziałem silne związki ideologii otaczającej reggae z tym, w czym sam uczestniczyłem. Jednocześnie reggae mocno związane było z punkiem. A przecież równolegle punkowcy nie tolerowali kompletnie hippisów. Kamil już w wymienionym wyżej artykule o Bobie Marleyu w prosty, ale trafny sposób przybliża polskim czytelnikom, że reggae to nie tylko muzyka: „Teksty większości jego utworów (...)nawiązują do ich religii – R a s t a f a r i a n i z m u, która nawoływała do stosowania przemocy, palenia ziół ganja, uprawianiu kultu Haile Sellasie i powrotu do rodzinnej Afryki. Doktryna tej dziwnej religii jest bardzo elastyczna. Są zarówno rastamani używający siły, jak i rastamani miłujący pokój (…).” Po pełny, ciekawy tekst zapraszam do czytelni bibliotecznych. I tak zupełnie na marginesie: ciekawe, że w tym tekście ani razu nie pojawia się słowo „Murzyn”, które w latach 70-tych nie miało jeszcze negatywnych konotacji i niezmiernie często używane było w tym samym czasopiśmie w artykułach o muzyce z całego świata.... Kim byli więc polscy pierwsi fani reggae? Nie da się ukryć, że popularyzacja tej muzyki w Polsce miała miejsce dzięki warszawskiemu środowisku polskich punkowców skupionych wokół TILTu czy KRYZYSu. Jak pamiętamy basista TILTu ma nawet pseudonim Rastaman. - to znowu słowa Sipowicza spisane na potrzeby tego wydawnictwa. Ja pamiętam, że pierwszy raz reggae puścił mi Magura - utwór„Mummy, I love your daughter”. Pamiętam, że wersja dubowa z singla nawet bardziej mnie zafascynowała. Do Marleya dotarłem o wiele później. A na początku o wiele bardziej zafascynowana reggae była załoga skupiona wokół TILTUu- potwierdza Robert Brylewski, który tym samym oddala od siebie mit pierwszego polskiego rastamana. Mój kolega z liceum Janek, który jeździł do Londynu pracować przywiózł stamtąd „Live” Marleya, to był chyba rok 1975. A rok później już kolejna płyta „Exodus” była puszczana w Polskim Radio - mówi z kolei Magura, który był mocnym popularyzatorem reggae (ale i innych nowości z Londynu, np. drugiej fali ska) w Polsce, a później także... perkusistą grupy BAKSZYSZ. Naturalną koleją rzeczy było powstanie zespołu w całości prezentującego reggae. Dyskusja o tym, kto w Polsce aspiruje do miana pierwszego w tym stylu przypominać może dylemat czy pierwsze było jajko czy kura. Nie sposób jej rozstrzygnąć, bo wygląda na to, iż trzy grupy młodych ludzi równolegle robiły to samo. Jedna z nich wyróżnia się tym, iż powstawała w kompletnej izolacji, w miejscu, które wydawało się być z dala od głównych kulturowych szlaków tamtych czasów. Z dumą prezentuję pierwsze 10 lat zespołu BAKSZYSZ.
|
| [bezpośredni link] |


